
Aureus Astrum - RPG

Gdzieś na skraju Fort Condor stała stara drewniana, poczerniała chata. Wyglądała tak, jakby została źle zbudowana gdyż jej lewy bok był mocno przekrzywiony, schylony ku ziemi za to prawy dumnie sterczał do nieba. Całość obejmowała stara, przegniła strzecha, pod której ciężarem chata wydawala sie uginać.
To właśnie przed drzwi tej chaty 'zaprowadził' swoją 'ofiarę' Yurikagou. Gdy doszli na miejsce młodzieniec nie odwracając się wogóle powiedział jedwabiście gładkim i melodyjnym głosem:" A więc tak jak chciałem...Szedłeś za mną..."
Offline

Nieznajomy przystanął ze szczerym zdziwieniem i lekkim strachem malującym się na twarzy. - "C-co...?" - pomyślał nie mogąc spuścić wzroku z sylwetki tajemniczego gościa z baru. Jego ręka powoli i bezszelestnie zacisnęła się na rękojeści czarnej katany, u jego prawego boku. - Zapytam wprost - powiedział nagle do nieznajomego. Jego głos był dość chłopięcy i ponury - Kim jesteś? I czego chcesz ode mnie?
Offline

Na te słowa mężczyzna obrócił się ukazując nieznajomemu twarz, ktora czesciowo przykryta była chustą:" Nie obawiaj się, proszę. Chciałem sie tylko na osobności dowiedzieć, czy jesteś jednym z nas...Czy jesteś..Wampirem.."
Offline

W jednej sekundzie po wypowiedzianych przez nieznajomego słowach, twarz tajemniczego gościa zmieniła się z pokrytej strachem skorupy w maskę prawdziwego zabójcy. - "Wampir... Wampir!" Jego wspomnienia przywiały do jego głowy obraz młodej kobiety, której zakrwawioną rekę trzymał. W jego oczach zalśniły łzy. - Tyyy...! - Krzyknął wyjmując z pochwy miecz. - Nigdy nie będę jednym z was!!! - Ostrze miecza poszybowało w górę i ostatecznie zalśniło w świetle księżyca...
Ostatnio edytowany przez Kei (2009-04-10 17:36:46)
Offline

Zanim odstrze zdołało dotknąć jedwabistej i niezwykle bladej skóry wampira, ten uskoczył w górę i czymś bliżej niezidentyfikowanym, co przypominało kocie szpony, zadrapał swojego przeciwnika pozostawiając go w głuchej ciemności, zakrwawionego. Sam stanął na czubku drzewa i stamtąd zawołał:" Chciałem być miły, ale widzę że nie chcesz wspólpracować.."
Offline

Mężczyzna w masce upadł na kolana, łapiąc się za krwawiącą ranę by powstrzymać czerwoną ciecz przepływającą między jego palcami, - Cholera... - syknął, po chwili, opanowując oddech zwrócił się do nieznajomego - Nie współpracuję z cholernymi krwiopijcami...
Offline

"Nie każdy człowiek jest dobry, tak jak nie każdy krwiopijca jest zły... Ja mógłbym ci sie przydać, ale jeśli nie chcesz.." Powiedział wampir jednym susem zeskakując z wysokiego drzewa prosto przed zranionego mężczyznę: "Odejdę...Zostawiając cię tu na pastwę losu. Tego właśnie chcesz?"
Offline